Jak działa jednostka zewnętrzna i skąd bierze się hałas
Co faktycznie „pracuje” na zewnątrz
Jednostka zewnętrzna pompy ciepła to nie „skrzynka z wentylatorem”, tylko mała maszynownia. Źródłem hałasu nie jest jeden element, ale kilka podzespołów, które pracują w różnych trybach. Zrozumienie, co tam się dzieje, ułatwia sensowne dobranie miejsca montażu, tak aby hałas nie stał się problemem.
Podstawowe źródła dźwięku to:
- sprężarka – serce układu, tłoczy czynnik chłodniczy, generuje dźwięki o niższej częstotliwości (buczenie, wibracje);
- wentylator – odpowiada za przepływ powietrza przez wymiennik, generuje szum aerodynamiczny (świst, szum powietrza, czasem „gwizd” przy określonych prędkościach);
- przepływ powietrza przez wymiennik i obudowę – turbulencje, zawirowania, przeciski powietrza przez żaluzje, kratki i szczeliny.
Do tego dochodzi hałas mechaniczny związany z pracą silników i drganiem obudowy oraz hałas aerodynamiczny wynikający z ruchu powietrza. Trzeci element, często bagatelizowany, to drgania przenoszone konstrukcyjnie – pompa może być względnie cicha, a mimo to słychać ją w domu, bo wibracje wchodzą w ścianę, płytę balkonową czy strop i działają jak membrana głośnika.
W praktyce hałas zewnętrznej jednostki pompy ciepła zmienia się w czasie. Nawet jeśli katalogowo urządzenie ma „stały” poziom mocy akustycznej, to rzeczywista głośność w różnych trybach pracy potrafi się znacząco różnić.
Dlaczego pompa ciepła raz jest cicha, a raz szumi mocniej
Użytkownicy często są zaskoczeni, że „na początku było bardzo cicho, a zimą pompa chodzi dużo głośniej”. Nie jest to zazwyczaj wada, tylko cecha wynikająca z warunków pracy.
Jednostka zewnętrzna pracuje głośniej przede wszystkim w sytuacjach:
- rozruchu – pierwsze sekundy/minuty po starcie, kiedy sprężarka „wchodzi” na obroty, a wentylator testuje prędkość;
- odmrażania (defrost) – urządzenie na chwilę odwraca obieg, podnosi moc, wentylator i sprężarka pracują intensywniej, na wymienniku potrafi też chrupnąć lód;
- przy niskich temperaturach zewnętrznych – im zimniej na zewnątrz, tym większa moc sprężarki i wyższe obroty wentylatora, żeby utrzymać wydajność;
- w pracy bliskiej mocy maksymalnej – jeśli pompa jest dobrana „na styk” albo ma do obsłużenia wysoką temperaturę zasilania.
Dochodzi jeszcze jedna sytuacja: niekorzystna lokalizacja. Jeżeli jednostka stoi w wąskiej wnęce, bardzo blisko ściany, pod okapem, pomiędzy dwoma budynkami – hałas może się kumulować, odbijać i potęgować. To jeden z głównych argumentów za tym, żeby miejsce montażu rozplanować wcześniej, a nie „gdzie się zmieści”.
Co to znaczy „cicha” pompa w realnych warunkach
Na kartach katalogowych widnieją wartości typu 50–60 dB(A) mocy akustycznej. W folderach marketingowych pojawiają się hasła „cicha jak szept”. To spore uproszczenie. Po pierwsze, trzeba odróżnić moc akustyczną (dB(A) Lw) od poziomu ciśnienia akustycznego (dB(A) Lp) w określonej odległości. Po drugie, dane często podawane są w warunkach laboratoryjnych, przy częściowym obciążeniu, w otwartej przestrzeni.
Różnica 3 dB wydaje się mała, ale w akustyce 3 dB więcej to ok. 2 razy większa moc akustyczna. Subiektywnie odbieramy to jako zauważalne zwiększenie głośności. Dlatego porównując pompy ciepła, nie ma sensu lekceważyć kilku decybeli różnicy. Jeżeli jedna jednostka ma 54 dB(A), a druga 58 dB(A) mocy akustycznej, to w praktyce może być naprawdę spora przepaść, zwłaszcza nocą, przy cichym tle.
Istotny jest nie tylko poziom dB(A), ale także charakter dźwięku:
- szum ciągły, szerokopasmowy (jak z wentylatora) zwykle mniej przeszkadza i łatwiej ginie w tle otoczenia;
- niskotonowe buczenie (od sprężarki lub drgań) potrafi być odczuwalne nawet przy niższym poziomie dB, bo przenika przez ściany i przeszkadza zwłaszcza w nocy;
- dźwięki impulsowe – chwilowe „strzały”, chrupanie lodu, rezonans osłon – irytują, mimo że nie podnoszą znacząco średniego poziomu hałasu.
Z tego względu o tym, czy pompa jest „cicha”, rozstrzyga nie tylko sama jej konstrukcja, ale także lokalizacja jednostki zewnętrznej, sposób posadowienia i otoczenie akustyczne. To elementy, na które masz realny wpływ przy projektowaniu miejsca montażu.
Wymagania techniczne producentów a polskie warunki zabudowy
Minimalne odległości od ściany i przeszkód
Każdy producent podaje w instrukcji montażu minimalne odległości jednostki zewnętrznej od ścian, narożników, okien, płotów czy kratek. Te wartości nie są „opcjonalne”. Służą nie tylko wygodzie serwisu, lecz przede wszystkim zapewnieniu prawidłowego przepływu powietrza oraz ograniczeniu hałasu i wibracji.
Typowe zalecenia (orientacyjnie, trzeba zajrzeć do konkretnej instrukcji):
- odległość z tyłu jednostki od ściany: najczęściej 300–500 mm, czasem więcej, gdy zasysanie jest z tyłu;
- odległość z przodu (wylot powietrza): przeważnie 1,5–3 m wolnej przestrzeni, bez stałych przeszkód;
- odległości boczne: zwykle 300–500 mm, czasem więcej po stronie króćców serwisowych;
- odległość od okien i czerpni powietrza – często 1–2 m minimum, a przy sypialniach zaleca się więcej.
Ścisłe dosunięcie jednostki do ściany albo postawienie jej naprzeciwko ogrodzenia w odległości 0,5–1 m tworzy ryzyko dwóch zjawisk:
- krótki obieg powietrza – wentylator zasysa to samo schłodzone powietrze, które chwilę wcześniej wydmuchał; spada efektywność, rośnie pobór mocy i hałas;
- odbicia i skupienia fali akustycznej – hałas nie „rozprasza się” w przestrzeni, tylko odbija od ściany/płotu i wraca, co odczuwają domownicy i sąsiedzi.
Jeżeli warunki działki są trudne i kusi, żeby „przycisnąć” jednostkę tam, gdzie się ledwo mieści, warto zatrzymać się w tym momencie i przeanalizować, czy nie lepiej trochę zmienić trasę instalacji i wybrać luźniejsze miejsce.
Wysokość montażu i polskie śniegi, błoto i liście
W katalogach widuje się montaż jednostek zewnętrznych niemal przy samej ziemi. W polskim klimacie to ryzykowne, zwłaszcza w rejonach z obfitszymi opadami śniegu i na działkach, gdzie wiatr nawiewa zaspy. Minimalna wysokość dolnej krawędzi jednostki nad poziomem gruntu powinna uwzględniać trzy rzeczy:
- maksymalną spodziewaną wysokość śniegu lub zasp w danej lokalizacji;
- spływ wody z odszraniania – pod jednostką gromadzi się woda, która zamarza i tworzy lód;
- zalegające liście, błoto, trawę – zwłaszcza przy braku utwardzenia i odwodnienia.
W praktyce dolna krawędź jednostki powinna znajdować się zwykle min. 30–40 cm nad utwardzonym terenem, a często bezpieczniej jest zastosować jeszcze wyższe nóżki lub posadowienie na postumencie. Jeżeli jednostka stoi na gruncie miękkim (ziemia, trawnik), brak odpowiedniego fundamentu szybko skutkuje osiadaniem, przechyłem i silniejszymi wibracjami.
Drugą sprawą jest odprowadzenie wody z defrostu. Nie może ona spływać pod ścianę budynku ani tworzyć lodowiska na podjeździe. Trzeba zaplanować:
- spadek terenu lub płyty fundamentowej od budynku w stronę trawnika lub drenażu,
- ewentualny korytko-odwodnienie lub prosty drenaż żwirowy pod jednostką,
- unikanie montażu tuż przy schodach, chodniku czy garażu, po którym poruszają się domownicy zimą.
Ignorowanie tych kwestii kończy się czasem tym, że zimą pompa „stoi w jeziorze”, obudowa obmarza, pojawiają się dodatkowe dźwięki, a serwis nie ma jak podejść.
Lokalizacja a sprawność i zjawisko „krótkiego obiegu”
Sprawność pompy ciepła w dużym stopniu zależy od temperatury powietrza zasysanego do wymiennika. Im chłodniejsze powietrze, tym trudniej „wyciągnąć” z niego ciepło. Klimat polski wymusza pracę przy temperaturach poniżej zera, ale to, gdzie stoi jednostka, również ma znaczenie.
Najczęstsze błędy, które obniżają sprawność:
- ustawienie w wąskiej wnęce lub między dwoma budynkami, gdzie powietrze się nie wymienia, tylko krąży lokalnie;
- ulokowanie pod szczelnym daszkiem lub z trzech stron w zabudowie z desek/płyt, bez odpowiedniej wentylacji;
- postawienie naprzeciw wysokiego ogrodzenia na małej odległości, co sprzyja zasysaniu schłodzonego powietrza.
Zjawisko „krótkiego obiegu” polega na tym, że powietrze wyrzucone z jednostki (już schłodzone) wraca do niej niemal natychmiast, bo nie ma gdzie się rozproszyć. W efekcie pompa ciepła „topi” więcej energii na sprężanie, pracuje dłużej i głośniej, a sezonowa efektywność spada. Czasem wystarczy odsunąć jednostkę o 1–2 metry lub zmienić kierunek nawiewu, aby problem zniknął.
Na typowych działkach w Polsce dochodzą jeszcze specyficzne ograniczenia zabudowy: wąskie pasy przydomowe, domy szeregowe, bliskie ogrodzenie sąsiada. Instrukcje producentów często zakładają „otwartą przestrzeń” wokół jednostki, co przy małej działce wymusza kompromisy. Rozsądniej jest wtedy:
- nieco wydłużyć trasę rur chłodniczych i czynnika (w granicach zaleceń),
- niż „na siłę” wciskać jednostkę w zbyt ciasną wnękę tylko dlatego, że jest bliżej kotłowni.

Miejsce względem budynku – które ściany lepsze, a które ryzykowne
Orientacja względem stron świata a praca jednostki
Wybór ściany budynku to nie tylko kwestia wygody prowadzenia instalacji. Strona świata, ekspozycja na słońce i wiatr wpływają na temperaturę powietrza wokół jednostki, oblodzenie i komfort akustyczny.
Ściana północna
Ściana północna bywa postrzegana jako „najgorsza”, bo najchłodniejsza. To uproszczenie. Rzeczywiście, temperatura powietrza po północnej stronie budynku bywa nieco niższa, co teoretycznie obniża efektywność. Z drugiej strony, północ często jest mniej nasłoneczniona, a więc latem powietrze nie nagrzewa się przesadnie, co może pomóc w trybie chłodzenia (jeśli pompa jest używana także jako klimatyzacja).
Kluczowe problemy ściany północnej to:
- większe ryzyko zalegania wilgoci i szronu na wymienniku,
- częstsze defrosty, jeśli okolica jest zacieniona i wilgotna (np. blisko gęstych nasadzeń),
- często krótsza odległość do granicy działki, a więc większe ryzyko konfliktu sąsiedzkiego.
Jeżeli północna ściana oddziela dom od ulicy, a nie od sąsiada, nierzadko jest to mimo wszystko sensowne miejsce. Hałas miesza się z szumem ulicy, a sypialnie zwykle są lokowane od bardziej kameralnej strony ogrodu. Warunkiem jest zachowanie odległości od ogrodzenia i zapewnienie rozsądnego przepływu powietrza.
Ściana południowa
Południe kojarzy się z wyższą temperaturą powietrza, co powinno pomagać pompie ciepła. W praktyce różnice temperatur po zacienionej północnej i osłoniętej południowej stronie bywają odczuwalne głównie w słoneczne dni przejściowych pór roku. Zimą, przy zachmurzonym niebie, zysk jest mniejszy niż się powszechnie sądzi.
Ściana wschodnia
Wschód to często rozsądny kompromis między temperaturą a akustyką. Rano, gdy pompa intensywnie pracuje po nocnym wychłodzeniu domu, powietrze bywa nieco cieplejsze niż po stronie północnej, a jednocześnie nie ma jeszcze wysokich temperatur, które latem podbijają obciążenie w trybie chłodzenia.
Typowe plusy takiej lokalizacji:
- łagodniejsze nasłonecznienie niż na południu czy zachodzie,
- często mniejsza ekspozycja na silne wiatry zachodnie, szczególnie na otwartych działkach,
- często brak sypialni od tej strony (w projektach, gdzie główne pokoje dzienne są na południu i zachodzie).
Minusem bywa bliskość wjazdu lub chodnika. Pompa przed wejściem do domu lub przy tarasie od wschodu potrafi irytować o poranku – nawet jeśli obiektywnie jest cicha. Przy takiej lokalizacji lepiej odsunąć jednostkę w bok, tam gdzie bufor akustyczny tworzy np. garaż, mur oporowy albo fragment zieleni.
Ściana zachodnia
Zachód to z reguły najcieplejsza strona w letnie popołudnia. Przy powietrznych pompach ciepła, które obsługują także chłodzenie, jednostka na mocno nagrzanej ścianie może pracować w mniej komfortowych warunkach – zasysa bardzo ciepłe powietrze, a wentylator mieli gorący „koktajl” z nagrzanej elewacji i kostki.
Przy ogrzewaniu zimą strona zachodnia bywa z kolei mocno przewiewna (wiatry zachodnie). Skutek jest dwojaki:
- akustycznie – szum wiatru częściowo maskuje dźwięk pompy, co bywa korzystne,
- termicznie – silny wiatr potrafi pogorszyć warunki wymiany ciepła i przyspieszać wychładzanie, przy okazji zwiększając częstotliwość defrostów.
Jeśli zachód to jedyna realna opcja, przydaje się częściowa osłona od wiatru (żywopłot, ażurowe ogrodzenie, niski mur) w odległości kilku metrów, tak by nie zaburzać swobodnego przepływu powietrza. Lepiej unikać montażu na wprost dużych przeszkleń salonu – dźwięk wentylatora i sprężarki potrafi się wtedy przenosić niemal jak przez megafon.
Bliskość pomieszczeń wrażliwych na hałas
To, czy jednostka realnie „przeszkadza”, zależy nie tyle od tego, czy jest od północy czy południa, lecz od tego, za jaką ścianą są pomieszczenia.
Ściana za którą znajdują się:
- sypialnie, pokoje dzieci, gabinety – to lokalizacje podwyższonego ryzyka, gdzie dźwięk i wibracje są najbardziej dokuczliwe, zwłaszcza nocą;
- schody, garderoba, łazienka, spiżarnia – przeważnie lepszy wybór, bo hałas nie trafia bezpośrednio do strefy dziennej czy sypialnej;
- garaż, kotłownia, pomieszczenie techniczne – z punktu widzenia akustyki to zwykle najbezpieczniejsze tło.
W praktyce przydają się dwa proste zabiegi:
- Nie lokalizować jednostki w osi okna sypialni. Nawet jeśli spełnia normy, delikatne szumy przy uchylonym oknie potrafią frustrować.
- Unikać montażu na ścianie z lekką zabudową (szkielet drewniany, płyty g-k od wewnątrz) w rejonie sypialni. Taka ściana gorzej tłumi drgania niż pełna ściana murowana.
Jeżeli projekt domu jest już „zabetonowany”, a jedyne dogodne miejsce techniczne wychodzi akurat na ścianę z sypialnią, da się to trochę łagodzić: solidny fundament oddylatowany od budynku, elastyczne podkładki pod jednostką, dobre wypełnienie ściany i przemyślane prowadzenie rur (bez sztywnego „dokanałowania” hałasu do środka).
Uwzględnienie odbić od elewacji i innych powierzchni
Ściana, do której jednostka jest dosunięta, nie jest jedyną, która ma znaczenie. Hałas lubi wędrować między twardymi powierzchniami jak piłka pingpongowa: fasada – ogrodzenie – sąsiedni budynek. Czasem na papierze wszystko wygląda dobrze, a w rzeczywistości dźwięk „zawija” i trafia prosto w okno sąsiada.
Ryzykowne konfiguracje to zwłaszcza:
- wąskie przesmyki między domem a garażem/wiatą, gdzie dźwięk odbija się wielokrotnie,
- montaż naprzeciw wysokiego, pełnego ogrodzenia (beton, blacha), z odległością 1–2 m,
- ulokowanie jednostki w podcieniu lub pod balkonem z pełną płytą żelbetową nad głową.
Dobrym nawykiem jest spojrzenie na otoczenie „oczami fali dźwiękowej”. Jeśli z przodu jednostki jest otwarta przestrzeń, a w bokach – miękkie elementy (roślinność, trawnik), hałas ma się gdzie rozproszyć. Jeżeli z trzech stron otaczają ją twarde powierzchnie w niewielkiej odległości, dźwięk z dużym prawdopodobieństwem będzie się kumulował.
Odległość od sąsiadów i przepisy dotyczące hałasu
Normy hałasu a realne pomiary przy działkach sąsiednich
W polskich warunkach kluczowe są przepisy o dopuszczalnym poziomie hałasu w środowisku. Z punktu widzenia inwestora liczy się to, jaki poziom dźwięku dociera do granicy działki lub do okien budynku sąsiada, a nie tylko to, ile producent wpisał w katalogu.
Parametr z etykiety energetycznej – poziom mocy akustycznej – służy porównywaniu urządzeń między sobą. Jednak to poziom ciśnienia akustycznego w konkretnej odległości i konfiguracji zabudowy decyduje o tym, czy będzie konflikt, czy nie.
Na wynik wpływają m.in.:
- odległość od granicy i od okien sąsiada (każde podwojenie odległości to teoretycznie ok. 6 dB mniej, ale w praktyce utrudniają to odbicia),
- wysokość jednostki nad gruntem i nad poziomem uszu obserwatora,
- obecność przeszkód po drodze (mury, roślinność, inne budynki),
- rodzaj podłoża (trawnik, ziemia, kostka, beton – twarde powierzchnie silniej odbijają dźwięk).
Jeśli plan zakłada montaż w odległości np. 2–3 m od granicy, a sąsiad ma sypialnię z oknem skierowaną dokładnie w tym kierunku, dobrze jest poprosić projektanta instalacji o szacunkową analizę akustyczną. To nie musi być pełna ekspertyza – często wystarczy przeliczenie spadku poziomu dźwięku z uwzględnieniem odbić i ewentualnych ekranów.
Minimalne odległości a praktyka sąsiedzka
Przepisy budowlane nie mówią wprost: „pompa ciepła musi stać X metrów od granicy działki”. Stąd biorą się liczne nieporozumienia i skróty myślowe. Faktyczne ograniczenie wynika pośrednio z norm hałasu w środowisku oraz z ogólnych zasad lokalizowania urządzeń mogących powodować uciążliwości.
Przyjmuje się ostrożnie, że przy domach jednorodzinnych odległość 4–5 m od granicy działki zmniejsza ryzyko problemów – ale to jest tylko orientacyjna wartość, zależna od konkretnego modelu pompy, sposobu montażu i akustyki otoczenia. Czasem 3 m wystarczą, czasem nawet 7–8 m nie rozwiązuje problemu, jeśli po drodze są „lustra” akustyczne, a sąsiednie okna są bardzo blisko.
Realne przykłady pokazują, że spory sąsiedzkie wybuchają nie wtedy, gdy poziom dźwięku minimalnie przekracza normę, lecz wtedy, gdy jednostka:
- stoi dosłownie pod płotem, kilka metrów od okna sypialni sąsiada,
- jest zamontowana wyżej niż okno sąsiada, co ułatwia „dochodzenie” dźwięku,
- pracuje nocą w trybie o podwyższonej mocy (dogrzewanie szczytowe przy mrozach).
Montaż nieco dalej od granicy, nawet kosztem dłuższej trasy instalacji, najczęściej okazuje się tańszy niż późniejsze spory, skargi do urzędów i ewentualne przenoszenie jednostki.
Tryby nocne i ustawienia ograniczające hałas
Większość nowoczesnych pomp ciepła ma tryb cichej pracy lub harmonogram ograniczający prędkość wentylatora i sprężarki w określonych godzinach (np. nocnych). To realne narzędzie, ale często przeceniane – tryb cichy zmniejsza hałas, lecz jednocześnie obniża moc grzewczą. Przy dużych mrozach może to wymagać większego udziału grzałki elektrycznej albo wydłużonej pracy.
Sensowna konfiguracja to m.in.:
- delikatne obniżenie mocy nocą, gdy zapotrzebowanie na komfort akustyczny jest najwyższe, a na komfort cieplny – nieco mniejsze,
- unikanie ustawień wymuszających pracę na 100% mocy w godzinach ciszy nocnej (23–6),
- korekta harmonogramu tak, aby w największe mrozy pompa nadrabiała część pracy w godzinach dziennych.
Same ustawienia nie zastąpią rozsądnego umiejscowienia, ale potrafią „uratować sytuację”, gdy warunki działki są trudne, a odległość od sąsiada ograniczona.
Proste ekrany i zieleń jako tarcza akustyczna
Jeżeli przestrzeń na działce jest ciasna, pomocne bywają proste ekrany akustyczne. Nie chodzi o przemysłowe ściany dźwiękochłonne, lecz dobrze zaprojektowane bariery, które:
- nie blokują przepływu powietrza przed wlotem i wylotem jednostki,
- nie zamieniają się w „pudło rezonansowe”,
- minimalnie ingerują w serwis i czyszczenie.
Przykładowe rozwiązania:
- niski mur oporowy lub ekran z bloczków/cegły, ustawiony z boku pompy (nie przed wylotem),
- ażurowa ścianka z listew drewnianych z wypełnieniem z materiału dźwiękochłonnego po stronie „hałasującej”,
- pas gęstych krzewów zimozielonych (tuje, cis, ligustr) w odległości kilku metrów od jednostki – efekt nie jest spektakularny w decybelach, ale subiektywnie wyraźny.
Błędem są zabudowy „na ciasno”, pełne szafy z desek czy płyt OSB bez przemyślanej wentylacji. Z zewnątrz jest ładnie, pompa „znika”, ale rośnie zarówno temperatura zasysanego powietrza latem, jak i hałas w środku tej skrzyni. Do tego dochodzi utrudniony dostęp serwisu.

Fundament, konsola na ścianie czy dach – co wybrać
Posadowienie na fundamencie przy gruncie
Ustawienie jednostki na oddzielnym fundamencie przy gruncie to najczęściej najbezpieczniejszy wariant z punktu widzenia hałasu i wibracji, o ile fundament nie jest „sztywno” połączony z konstrukcją domu.
Podstawowe zasady:
- płyta lub bloczki fundamentowe posadowione niezależnie od ław budynku, z przerwą dylatacyjną,
- stabilne, mrozoodporne podłoże – bez ryzyka osiadania i przechylania jednostki po kilku sezonach,
- stosowanie podkładek antywibracyjnych pod stopami jednostki, dopasowanych do jej masy i częstotliwości drgań.
Plusem fundamentu jest też łatwość prowadzenia odwodnienia, wspomnianego wcześniej. Przy dobrze zaprojektowanym spadku teren lub drenaż przejmują wodę z defrostów, nie rozlewając jej po kostce przy tarasie.
Minusem, zwłaszcza przy niewielkich działkach, jest zajmowanie miejsca przy ścieżkach i podjazdach. Czasem trzeba zdecydować, czy wygodniej jest „nadłożyć” pół metra chodnika, czy słuchać pompy z okna kuchni przez kilkanaście lat.
Montaż na konsoli ściennej
Jednostki na konsoli ściennej kuszą tym, że nie zabierają przestrzeni przy gruncie i nie wymagają osobnego fundamentu. Dla instalatora to wygoda, dla użytkownika – nie zawsze.
Kluczowe problemy montażu na ścianie:
- przenoszenie drgań na konstrukcję budynku; przy lekkich ścianach potrafi to powodować słyszalne „buczenie” w środku, nawet przy małym poziomie hałasu na zewnątrz,
- większa ekspozycja na wiatr – jednostka na wysokości 1,5–2 m jest bardziej „obdmuchiwana” niż ta przy ziemi,
- utrudniony dostęp serwisowy, zwłaszcza gdy pod spodem są schody, skarpa lub inne przeszkody.
Jeżeli mimo wszystko wybór pada na konsolę, kilka elementów robi różnicę:
- konsola o odpowiedniej nośności i sztywności, bez nadmiernego „sprężynowania”,
Najważniejsze wnioski
- Jednostka zewnętrzna pompy ciepła to złożone urządzenie (sprężarka, wentylator, wymiennik), a hałas pochodzi z kilku źródeł naraz: pracy mechanicznej, przepływu powietrza i drgań przenoszonych na konstrukcję budynku.
- Poziom hałasu nie jest stały – pompa pracuje głośniej przy rozruchu, odszranianiu, niskich temperaturach zewnętrznych oraz przy pracy blisko mocy maksymalnej; spokojna praca w jesieni nie gwarantuje takiej samej głośności zimą.
- Lokalizacja jednostki ma kluczowe znaczenie: ustawienie jej we wnęce, pod okapem lub zbyt blisko ścian i ogrodzeń sprzyja kumulacji i odbiciu dźwięku, przez co nawet „ciche” urządzenie może być uciążliwe dla domowników i sąsiadów.
- Dane katalogowe (moc akustyczna w dB(A)) często pochodzą z warunków laboratoryjnych i przy częściowym obciążeniu, więc w realnej zabudowie poziom hałasu może być wyraźnie inny; kilka dB różnicy między modelami oznacza w praktyce zauważalnie inną głośność.
- Sam poziom dB(A) nie mówi wszystkiego – niskotonowe buczenie i dźwięki impulsowe (chrupanie lodu, rezonans osłon) bywają bardziej dokuczliwe niż równy szum wentylatora, nawet przy podobnych wartościach pomiarowych.
- Minimalne odległości od ścian, okien i przeszkód podane przez producenta to warunek prawidłowego przepływu powietrza oraz ograniczenia hałasu i wibracji; ich „przycinanie” zwiększa ryzyko krótkiego obiegu powietrza, spadku efektywności i wzrostu głośności.


